Bratysława i Mała Fatra

21-24 VIII 2017

 

Warszawa – Bratysława – Vrútky – Suchý – Malý Kriváň – Veľký Kriváň – Chleb – Chata na Grúni – Štefanová – Veľký Rozsutec – Štefanová (Chata Vo Vyhnanej) – Jánošíkove diery – Cieszyn – Warszawa

 

Dzień pierwszy – Bratysława

Z Okęcia razem z przyjacielem poleciałem samolotem do Bratysławy. Aby dostać się z lotniska do miasta należało kupić w kiosku lub biletomacie bilet za 1,80 € i wsiąść w autobus nr 61.

Przespacerowaliśmy się przy Pałacu Prezydenckim, po wzgórzu zamkowym, starym mieście i weszliśmy do kościoła katedralnego.

Fot. Gerotinus. Widok ze wzgórza zamkowego, na pierwszym planie kościół katedralny.

Zwiedziliśmy także kilka innych świątyń. Niektóre bardzo piękne, inne skromne. Mnie przeraziła a mojego przyjaciela zachwyciła ambona w kościele franciszkanów, na której była wyrzeźbiona wystająca ręka trzymająca krzyż.

Miasto ładne. Czułem, że jestem w stolicy małego państewka.

Na samej starówce ceny w knajpach bywają astronomiczne (nie wspominając już o wzgórzu zamkowym, gdzie widziałem najdroższą toaletę w życiu). Jednak gdy poszuka się trochę dalej, można znaleźć o wiele tańsze lokale.

My zjedliśmy w „Spaghetti Leviathan” przy ulicy Grosslingová (niedaleko Błękitnego Kościoła), gdzie za 2,90 € zestaw obiadowy zawierał: zupę, spagetti i deser owocowy. Jedzenie nie było najwyższych lotów, ale jak za te pieniądze było naprawdę dobre.

Korzystając z wolnego czasu udaliśmy się do zamku w Devín.

Jeżdżą tam autobusy spod mostu SNP. Na podróż należy zaopatrzyć się w bilet 30-minutowy za 0,90 €. Autobus odjeżdża co godzinę od 10.10 do 18.10, zaś w soboty i niedziele w czasie wakacji co pół godziny.

W Devín znajdują się wielkie ruiny zamku tuż przy ujściu Morawy do Dunaju. Wstęp na ich teren kosztuje 2 €. Ze wzgórza rozciąga się widok na Austrię. Miejsce jest ciekawe, choć przypuszczalnie najcudowniej wygląda zza rzeki.

Fot. Gerotinus. Ruiny zamku w Devín (widok znad Dunaju).

Po powrocie do Bratysławy udaliśmy się ekspresem do Vrútek. Jechaliśmy 2,5 godziny, w trakcie obsługa rozdawała wodę w małych butelkach, zaś w wagonie restauracyjnym można było kupić piwo. Bilet kosztował 13 €.

We Vrútkach udało się nam znaleźć nocleg za 15 € od osoby.

 

Dzień drugi – Suchý, Malý Kriváň, Veľký Kriváň i Chleb

Drugiego dnia ruszyliśmy na szlak Małej Fatry.

Fot. Gerotinus

Są to cudowne góry. Przypominają Tatry, mają spore przewyższenia i miejscami długie strome podejścia. Lasy są różnorodne, w niektórych można znaleźć połacie jagód i malin.

Fot. Gerotinus. Krzyż na Suchým.

Najwyższym punktem masywu jest Veľký Kriváň, który ma 1.709 m n.p.m.

Z kolejnych szczytów rozciągały się przepiękne widoki, zaś na szlakach było niewielu ludzi.

Jedynie ostatni odcinek był „zabójczy”. Od Południowej Grúni do Chaty na Grúni musieliśmy pokonać niezwykle strome zejście, co w połączeniu z błotem po wieczornym dżdżu stwarzało trudny a nawet grożący połamaniem odcinek trasy.

W chacie oprócz nas była jedna para. Pokoje zadbane, chłodne, łóżka z pościelą, prysznice czynne w godz. od 16tej do 20tej, kolacje wydawane do 20tej. Jedzenie przyzwoite, porcje nie za duże. Za nocleg ze śniadaniem zapłaciliśmy 13 € od osoby.

 

Dzień trzeci – Veľký Rozsutec

Rano zeszliśmy do miejscowości Štefanová, gdzie zakwaterowaliśmy się w Chacie Vo Vyhnanej i pozostawiając zbędne rzeczy ruszyliśmy na Veľký Rozsutec.

Szlak na Veľký Rozsutec jest zamknięty od 1szego marca do 15tego czerwca ze względu na ochronę zwierząt w okresie lęgowym.

Fot. Gerotinus. Skały na szczycie Veľkiego Rozsutca.

Sam szczyt ma 1.601 m n.p.m.

Tę górę wybraliśmy do zdobycia dzień wcześniej, widząc z oddali jej szlachetne, białe zbocza. Na szlaku mijaliśmy wielu ludzi, niemniej miejsce pozostawało urokliwe. Często droga była skalista, nieraz się wpinaliśmy. Były łańcuchy. Ze szczytu rozciągał się piękny widok.

Schodziliśmy w stronę Malego Rozsutca, jednak zabrakło nam czasu, by na niego wejść.

Spod Malego Rozsutca prowadzą dwa równoległe szlaki – jeden doliną, drugi ponad nią.

Polecam drogę wąwozem. Jest to przedłużenie Jánošíkovych dier. Niezwykle malownicze miejsce. Nazwaliśmy je słowackim Los Gigantes (oczywiście jest o wiele mniejszych rozmiarów niż na Teneryfie, ale również tu można było poczuć się magicznie).

Nocleg w Chacie kosztował nas 13 € od osoby. Obiadokolacje wydawane od 17tej do 19tej kosztowały 3 € (zupa + drugie danie), zaś śniadanie w formie szwedzkiego stołu było od 7.30 do 9.30 również w cenie 3 €. Pokój ciepły, łóżka z pościelą, łazienkę mieliśmy w pokoju.

 

Dzień czwarty – Cieszyn

Rano zeszliśmy Jánošíkovymi dierami do miejscowości Terchová, skąd autobusem pojechaliśmy do Žiliny. Stamtąd do Czeskiego Cieszyna pociągiem za 3,20 €.

Fot. Gerotinus. Panorama Czeskiego Cieszyna z wierzy zamku cieszyńskiego.

Dalej pieszo udaliśmy się do Cieszyna, gdzie zwiedziliśmy m.in. wzgórze zamkowa (za 6 zł można wejść na wieżę, skąd rozciąga się widok na Cieszyn, oraz do rotundy, która znajduje się na banknotach 20złotowych), cieszyńską Wenecję (po prostu domy i rudery stojące nad kanałkiem), studnię Trzech Braci – założycieli miasta. W mieście znajduje się także najwyższy kościół ewangelicki w Polsce. Przy rynku zaś zjedliśmy cieszyńskie kanapki (ze śledziem).