Norwegia: Bergen, fiord

30 VII – 4 VIII 2018

 

Bergen – Norheimsund – Øystete – Bergen

 

Ostatni etap naszej wyprawy po królestwie Jego Wysokości Haralda. Najmniej przemyślana część naszej podróży i niestety najmniej eksytująca. Lecz i swój urok miała.

Jednak zacznę od największego błędu, który popełniliśmy, gdyż zdażył nam się przed przyjazdem do Bergen. Jadąc z Oslo, pociąg zatrzymuje się na odciętej od świata stacji Myrdal, gdzie większość pasażerów opuszcza pojazd. Bowiem tam zaczyna się Flåmsbana – trasa kolejowa do Flåm, która jest uznawana za jedną z najpiękniejszych w Europie. Cięgnie się wzdłuż fiordu Sognefjorden. Niestety nie przeczytaliśmy byli o tym miejscu, a później już nie daliśmy rady tam wrócić.

 

Bergen

Piękne aczkolwiek najbardziej deszczowe miasto Europy. Słynące z targu rybnego (oczywiście z norweskimi cenami), stare domy hanzeackie, port, kościoły i domy w norweskim – a jakże – stylu. Jednak w mojej ocenie, nie jest to miasto, dla którego warto nadkładać drogi, by specjalnie je odwiedzić.

Bryggen – szereg hanzeatyckich budynków handlowych

Szczegóły dotyczące komunikacji autobusowej po Bergen i okolicy można znaleźć na stronie skyss.no. Cena biletu zależy od liczby stref, które chcemy przemierzyć. W czasie naszego pobytu nastąpiła redukcja liczby stref autobusowych z kilkudziesięciu do ośmiu – w ten sposób bilet na trasę, którą planowaliśmy, stał się trzy razy tańszy.

 

,,Bezdomny Mężczyzna” – rzeźba na jednej z ulic Bergen

W samym Bergen nie spaliśmy. Nieopodal miasta jest kilka pól namiotowych, spaliśmy na jednym z nich, jednak nieciekawym.

 

 

Nad fiordem

 

Po dwóch dniach spędzonych w Bergen pożegnaliśmy naszego kolegę, który musiał wracać do Polski. My natomiast – we dwóch – postanowiliśmy udać się nad fiord. Z rana ruszyliśmy autobusem do miejscowości Norheimsund (bilet wyniósł nas 57kr od osoby). Tam w kawiarni przy przystanku zjedliśmy smaczną napoleonkę za 50kr i ruszyliśmy pieszo w stronę Øystete. Ponieważ wdłuż brzegu biegnie droga, wspieliśmy się pod górę, by iść szlakiem wśród drzew. Pogoda nam dopisała, było ciepło, z dobrą widocznością. W Øystete musieliśmy zejść bliżej fiordu, poczym za rzeką stręciliśmy pod górę prostopadle do linii brzegu i doszliśmy nad jezioro Fitjadalsvatnet (266m n.p.m.), położonego pośród lasu, nad którym rozbiliśmy namiot. Urodą tego miejsca był nieziemski widok przez wejście do namiotu – na jezioro, las, niebo.

 

 

Następnego dnia dżdżyło niemal bez przerwy. Przed południem zeszliśmy do miasteczka na kawę i obejrzeć kościół. Następnie kolega wrócił do namiotu, ja zaś – pomimo psiej pogody – pochodziłem okolicznymi szlakami po wzgórzch i lasach. Część dróżek była wyłożona kamieniami lub deskami, większość była wydeptanymi ścieżkami, często śliskimi od dżdżu. Wieczorem aura nie pozwoliła na wyschnięcie niczego.

 

Wnętrze kościoła w Øystete

Kolejny dzień był już powrotem do Bergen. Z powrotu mam przestrogę dla korzystających z przyczep samochodowych: należy dobrze je mocować. Stojąc na przystanku widzieliśmy jak samochodowi na niewielkim garbie wypięła się przyczep i zjechała ona na przeciwny pas ruchu. Dzięki Bogu akurat nikt nie jechał z naprzeciwka.

 

Na lotnisko

Na lotnisko udaliśmy się tramwajem, który z miasta jedzie trzy kwadranse.