Tatry

16-20 II 2018

Po półtorarocznej przerwie przyszedł czas powrócić w Tatry. Pogoda dopisała, przez większość dni świeciło słońce, mroźno, dwa metry śniegu i zaledwie drugi stopień zagrożenia lawinowego.

 Fot. Gerotinus

Wraz z towarzyszami wybraliśmy Zakopane jako miejsce stacjonowania. Nie mieliśmy „wielkiej wyprawy górskiej” z chodzeniem po schroniskach, ale za to była okazja zobaczyć miasto, przez które tylekroć przejeżdżałem. M.in. w niedzielę można było za darmo zwiedzić willę „Atmę”, w której mieszkał Karol Szymanowski; zobaczyć miejsce życia i pracy kompozytora, usłyszeć o Zakopanem z dawnych lat. Miasto oferuje też inne muzea i atrakcje – dla każdego coś się znajdzie.

Willa „Oksza” – Galeria Sztuki XX Wieku.

Trudniej za to znaleźć wolny stolik w lokalach gastronomicznych. Na Krupówkach rzeka ludzi. W górach wiadomo – ludzi nie brakuje – takie są polskie Tatry. Ale zdarzały się momenty, gdy byliśmy tylko my i natura. Wspaniałymi widokami mogliśmy się cieszyć na Sarnich Skałkach, Wielkim Kopieńcu i wreszcie na Zawracie.

Do wejść na szlaki podjeżdżaliśmy PKS-em (lub samochodem, dopóki nie opuścił nas nasz zmotoryzowany kolega).

 

Dolina Pięciu Stawów Polskich i Zawrat

W poniedziałek we dwóch udaliśmy się na Palenicę Białczańską i ruszyliśmy doliną Roztoki, by po końcowym bardzo stromym podejściu móc wkroczyć w zupełnie inny świat, który odmienił nas, naszą wyprawę, stał się mistycznym doświadczeniem piękna i prawdy. Dolina Pięciu Stawów. Pełne słońce, spokojne powietrze, ogrom szczytów wokół a pośrodku malutki człowiek. Stawy zamarznięte, pokryte grubą warstwą śniegu. I unoszący się zapach morza. Ani słowa ani obrazy nie oddadzą tego, co stało się moim doświadczeniem i na zawsze cząstką mnie.

Fot. Gerotinus. Dolina Pięciu Stawów po wejściu szlakiem wzdłuż kolejki spożywczej.

W dolinie polecam skorzystać z jadłodajni schroniska – smaczna kuchnia, sympatyczna obsługa i atrakcyjne ceny.

Fot. Gerotinus. Widok z „Piątki” na szczyty Orlej Perci.

Ze schroniska ruszyliśmy na Zawrat. Mieliśmy podniesiony poziom adrenaliny ze względu na zagrożenie lawinowe. Zbocze strome, wystawione na ekspozycję słoneczną. Dodatkowo otrzymaliśmy byli informację w schronisku, że tamtego dnia zeszła lawina spod Szpiglasowego Wierchu. Nie mniej sporo osób przewijało się przez Zawrat i my z duszą na ramieniu ruszyliśmy. Tego dnia nam się udało.

Fot. Gerotinus. „Piątka” ze szlaku na Zawrat.

Fot. Gerotinus. Walentkowy Wierch a za nim Słowacja; widok spod Zawratu.

Cel osiągnięty. Nadszedł czas opuścić naszą Arkadię i zejść na Halę Gąsiennicową. A właściwie zjechać. Dupozjazd był nie tylko szybszą formą przemieszczania się, lecz miejscami jedyną możliwą. Z hali zeszliśmy przez Boczań do Kuźnic i powrót PKS-em do Zakopanego.

 

Sprzęt

Sprzęt mieliśmy skromny: kijki, a ja dodatkowo stuptuty. Uważam, że bez kijka lub czekanu zrobienie naszego największego szlaku byłoby niemożliwe. Podejrzewam, że w przeciwnym kierunku byłoby karkołomne także bez raków.

Fot. Gerotinus. Przyszli taternicy uczący się wspinaczki na lodowej ściance.

Mi zaś przez cały wyjazd zabrakło raków jedynie na Sarnich Skałkach, gdzie szlak był wyślizgany przez turystów (choć miałem szczęście być na szczycie sam).

 

A po wędrówce

A po skończonych szlakach udawaliśmy się na sauny w „Gorącym Potoku” w Szaflarach. Tanio, czysto, można być swobodnie nago w każdej części obiektu, są tężnie, a na dworze kąpiele borowinowe, siarkowe, baseny do schładzania. Sympatyczne, kameralne miejsce. Na części basenowej byłem raz zimą i już więcej z niej nie korzystałem. Jadąc PKS-em należy wysiąść na przystanku Bańska Niżna (w zależności od trasy przejazdu albo pod samymi termami albo na zakopiance).

Fot. Gerotinus. Widok z Wielkiego Kopieńca

Wizyta w Zakopanem była udana, Tatry zachwycające. Cieszę się z tego wyjazdu. A na mój powrót czekają teraz Tatry słowackie.