Wyspa Księżycowa

18-25 III 2017

Lanzarote jest jedną z Wysp Kanaryjskich, a więc administracyjnie należy do Hiszpanii. Obowiązującą walutą jest euro, zaś wskazówki zegarów pokazują godzinę wcześniej niż w Polsce.

Wrzące Wybrzeże

Jest to najbardziej wietrzna wyspa archipelagu z przewagą wiatru północnego, na której znajduje się około 100 wulkanów z około 300 kraterami. Ostatnie erupcje na wyspie miały miejsce w latach 1730-36. Aktualnie wulkany są uśpione – ponieważ nie jest to teren aktywny sejsmicznie, naukowcy są w stanie ze znaczącym wyprzedzeniem ostrzec w razie zagrożenia (a nawet bez nowoczesnych aparatur w XVIII wieku nikt nie zginął w czasie erupcji).

Architektoniczną cechą charakterystyczną wyspy są białe domki, których drzwi i okna pomalowane są na zielono, niebiesko lub brązowo. Mają one maksymalnie 2 piętra, zaś hotele budowane w podobnym stylu najwyżej 5 pięter. Jest to uregulowane prawnie od śmierci lokalnego artysty Cezarego Manriquego, który zabiegał aby na wyspie pozostał jej naturalny krajobraz – jedynie część budowli sprzed obowiązywania tego prawa wygląda inaczej, w tym okropny 19-piętrowy hotel w Arrecife.

Ulica w Famarze

Lanzarote jest wyspą, po której najlepiej poruszać się wynajętym samochodem.

Niestety nie posiada dobrze rozwiniętej komunikacji publicznej, która łączy jedynie największe ośrodki: stolicę Arrecife z dawną stolicą Teguise i głównymi kurortami: Blaya Blanca, Puerto del Carmen, Costa Teguise i Famara.

Uzupełnieniem środków komunikacji mogą być rowery, których kilka wypożyczalni znajduje się na wyspie.

 

Dzień pierwszy – przyjazd do Wybrzeża Teguise (południe)

Na Lanzarote przybyłem z biurem podróży i korzystałem głównie ze zorganizowanych wycieczek. Nie przepadam za taką formą, jednak ze względu na brak czasu na organizację alternatywnego planu i słabą komunikację na miejscu (a samochodu niestety nie mogę wypożyczyć, gdyż nie prowadzę) postanowiłem po raz pierwszy tak poznać nowe miejsce.

Po wylądowaniu na lotnisku w pobliżu stolicy Arrecife, autokarem zostałem przewieziony do hotelu w Costa Teguise, gdzie miałem bazę wypadową na cały pobyt.

Costa Teguise jest jednym z kurortów, całkiem sympatycznym. Znajduje się tam wiele hotelów, zadbanych i współgrających ze sobą przestrzennie. Jest niewielkie centrum ze sklepikami. Jest kilka plaż, zarówno białych jak i czarnych. W samej wodzie należy już uważać na nogi, ze względu na kamieniste dno, które jednak amatorów kąpieli wodnych nie odstrasza ( i mnie także nie :-) ).

 

Dzień drugi – Port Carmen (południe)

Drugiego dnia udałem się komunikacją publiczną (bilet w granicach 5 euro) do Puerto del Carmen.

Sam kurort, przez który przejeżdżał autobus by dotrzeć do starej części miasteczka, nie wyglądał dla mnie zachęcająco – hotele były brzydkie i nadźgane wokół siebie.

Domki przy porcie

Aby dotrzeć do portu, wysiadłem na przystanku Centrum Biosfera i zszedłem ulicą króla Jana Karola I (Calle Juan Carlos I) w stronę oceanu.

Tam znajduje się najstarsza część miasteczka, mająca swój klimat, po której z przyjemnością się przespacerowałem. Tam również znajduje się kościół chrześcijański, w którym Liturgia niedzielna w rzymskim obrządku katolickim odprawiana była o 11tej, zaś popołudniem Liturgia anglikańska.

 

Dzień trzeci – Famara – raj dla surferów i Teguise (północ)

Trzeciego dnia kontynuowałem przemieszczanie się przy pomocy komunikacji publicznej.

Plaża w Famarze

Udałem się do malutkiego miasteczka Famara, będącego rajem dla surferów ze względu na niemal zawsze obecny silny wiatr północny i długą szeroką plażę.

Plaża też jest dobra na spacery i plażowanie (rozbijając się za charakterystycznymi dla kanaryjskich plaż murkami z kamieni).

Niestety jest to nie najlepsza propozycja dla chcących schłodzić się w oceanie, gdyż najczęściej powiewają tam flagi zakazujące kąpieli w wodzie a ratownik od czasu do czasu przejeżdża przez całą plażę pilnując „porządku”.

 

W drodze powrotnej zatrzymałem się w dawnej stolicy wyspy Teguise. Miasto w ciągu dnia wygląda na wymarłe, gdyż większość mieszkańców w tym czasie pracuje w pobliskich kurortach. Dopiero pod wieczór zaczynają pojawiać się ludzie na ulicach.

Główny plac w Teguise

Najstarszy dom pochodzi z XV wieku. Jest kilka obiektów do zwiedzania, ale niestety nie udało mi się trafić, by któryś był otwarty. Ale cieszę się, że przeszedłem się po samym mieście, zadbanym i ładnym.

XVwieczny dom w Teguise

W pobliżu miasta znajduje się zamek św. Barbar, w którym znajduje się muzeum piractwa, czynne: niedz. 9.30-15.00 i pn-pt 9.00-16.00 – wstęp 3 euro. Można tam podjechać samochodem lub podejść pieszo w ciągu godziny.

 

Dzień czwarty – wędrówka na wulkan Caldera Blanca (część centralna wyspy)

Kolejnego dnia udałem się na wykupioną wycieczkę na wulkan La Corona. Z przewodniczką Czeszką udaliśmy się jeepem najpierw do Muzeum Parku Narodowego, a następnie pod sam wulkan.

Muszę przyznać, że wiedza przewodniczki dotycząca samego wulkanu i historii wyspy a także jej znajomość gatunków roślin i ptaków była imponująca. Ponadto wszelkie nazwy podawała po hiszpańsku, angielsku, czesku i polsku.

Sam wulkan był imponujący, wielki, posiadający kilka milionów lat i średnicę krateru równą 1 km. Rozciągał się zeń piękny widok na inne wulkany, ocean i wioski.

 

Dzień piąty – Wielka Wycieczka

Na całej wyspie można znaleźć oferty tzw. Grand Tour, czyli wycieczki po najważniejszych atrakcjach wyspy. Należy uważać, bo nie tylko różnią się cenami w różnych biurach lecz także programem.

 

Park Narodowy Timanfaya

Park obejmuje miejsce erupcji mającej miejsce w XVIII wieku, a więc tej najmłodszej. Krajobraz parku i okolic różni się od obrazu reszty wyspy, gdzie wybuchy miały miejsce kilka milionów lat wcześniej.

Są trzy sposoby zwiedzania parku:

– autokarem

– wielbłądem

– pieszo

Za każdym razem mamy do czynienia z inną trasą i niestety za każdym razem trzeba dojechać na miejsce zbiórki, gdzie nie dociera transport publiczny. Pod tym względem najwygodniejsze jest Grand Tour, gdyż autokarem którym przyjeżdżamy, nim także zwiedzamy park.

Autokarem. Po wjechaniu do parku docieramy do parkingu i restauracji. Tu ci, którzy nie przyjechali w ramach zorganizowanej wycieczki autokarem parkują i przesiadają się do autokaru parkowego. Dostać się tu niestety nie jest łatwo, gdyż przed wjazdem do parku tworzą się wielogodzinne kolejki, a należy pamiętać iż na wyspie zorganizowane wycieczki i autokary mają pierwszeństwo przed indywidualnymi turystami i samochodami osobowymi.

Cały park zwiedza się nie wychodząc z autokaru (nie licząc parkingu przed restauracją). Formacje wulkaniczne można podziwiać jedynie przez szybę: w czasie jazdy lub chwilowych zatrzymań się autokaru w co ciekawszych miejscach.

Wielbłądem. Przed wjazdem do parku można znaleźć miejsca, w których wielbłądy czekają na wynajęcie i wtedy razem z grupą innych turystów pod czujnym okiem przewodnika możemy przebyć tzw. Szlak Wielbłądów. Koszt takiej przyjemności nie jest wysoki, bo 6 euro.

Pieszo. Są także dwa szlaki piesze po parku, jednak ruch na nich jest dozwolony jedynie w zorganizowanych grupach z przewodnikiem, do których należy się uprzednio zapisać. Miejsca często są zajęte na kilka tygodni wcześniej, choć nie jest to reguła. Szczegóły można zaleźć w internecie. Z tym, że jak pisałem powyżej, trzeba mieć środek transportu by dotrzeć na miejsce zbiórki.

 

Szmaragdowe jeziorko przy wiosce El Golfo

Dzięki podziemnemu połączeniu jeziorka z oceanem następuje filtracja wody powodująca jest niecodzienny szmaragdowy kolor. Widok jest faktycznie urzekający. Niestety z roku na rok poziom jeziorka opada i za kilka, może kilkanaście lat najprawdopodobniej przestanie istnieć.

 

Winny regionu La Geria

Obecny system uprawy winorośli na Lanzarotte pochodzi z XVIII wieku, gdy zauważono właśiwości pyłu wulkanicznego. Otóż w nocy jest wstanie asymilować wilgoć z powietrza, a następnie w ciągu dnia oddawać ją roślinie, w ten sposób tworząc automatyczny system nawadniania. W miejsca, w których pył spadł w czasie XVIIIwiecznych erupcji, wykopuje się dół aż do gleby, w której sadzi się krzew, który następnie rośnie po zboczu dołu. Dodatkowo od strony północnej układa się murki, zwane los zocos, które chcronią roślinę od wiatru, jednocześnie przepuszczając wilgoć przez szczeliny między kamieniami. W miejscach, gdzie pył nie spadł, przywozi się go z innych części wyspy i rozprowadza tworząc plakie pole.

Najwięcej wina uprawia się w regione La Geria.

Prawo pierwokupu lanzatotańskich win mają sklepy na wyspie, stąd w latach mniej urodzajnych zdarza się, że niestarcza zapasów na eksport.

 

Jaskinia los Verdes i Jameos de Agua

Pierwszą z atrakcji turystycznych, którą zaprojektował Cezary Manrique jest jaskinia los Verdes w północnej części wyspy. Jest to jaskinia utworzona przez płynącą przed miliony laty lawę.

Najciekawszym miejscem jaskini jest jeziorko zamieszkałe przez kraby albinosy. Zazwyczaj żyją one dziesiątki metrów pod wodą, jednak dzięki podziemnemu połączeniu jeziora z oceanem możemy je oglądać pare metrów pod taflą wody. Kraby albinosy są białe i mają maksymalną długość ? .

W dalszej części można oglądać basen zaprojektowany przez twórcę tego miejsca, w którym wolno kąpać się jedynie królowi Hiszpanii, i salę koncertową.

 

Ogród Kaktusów

Założony przez Cezarego Manriquego ogród posiada kilkaset okazów z całego świata. Okazy są zachwycające i niezwykłe, niektóre liczące kilka metrów wysokości, inna kilkanaście centymetrów.

 

 

Dzień szósty – wędrówka na wulkan La Corona i Drogę Guatifay

Kolejna zorganizowana wędrówka. Niestety tym razem przewodniczka była słaba…

Udaliśmy się do miejscowości Ye, skąd ruszyliśmy na górujący na północy wulkan La Corona (609 m n.p.m.).

Jednak o wiele ciekawsza była droga Camino de Guatifay, biegnąca skrajem klifu. Przy dobrej pogodzie rozciąga się z niej wspaniały widok na wysepki znajdujące się na północ od Lanzarote.

Widok z Camino de Guatifay na La Graciosę i inne wyspy na północ od Lanzarote

 

Dzień siódmy – wyspa La Graciosa

Wyspa La Graciosa podobnie jak sąsiednie niezamieszkałe wysepki należą administracyjnie do Lanzarote.

Widok z portu w Caleta del Sebo na wyspę La Graciosa

600 osobowa ludność zamieszkuje miasteczko Caleta del Sebo, gdzie znajduje się m.in. poczta, kościół, komisariat policji i milicji obywatelskiej, apteka i szkoła podstawowa.

Druga miejscowość na wyspie – Pedro Barba jest zamieszkana jedynie w sezonie przez turystów.

Charakterystyczny jest brak dróg asfaltowych

Wyspa jest piękna, choć w większości pozbawiona roślinności. Można ją zwiedzać pieszo lub wynajmując rower.

Widok z La Graciosy na Lanzarote

Na La Graciosę można się dostać promem z miejscowości Órzola. Należy być przygotowanym na kontrolę bagażu przez milicję obywatelską przed wejściem na pokład.

Dzień ósmy – powrót

Wyspa Lanzarote jest piękna, choć przypomina powierzchnię księżyca, ze względu na ukształtowanie, kolorystykę i niewielką ilość rozślinności. Szczególnie polecam ją tym, którzy lubią wędrówki lub wycieczki rowerowe.

Myślę, że osiem dni wystarczyło, bym zapoznał się z krajobrazem i architekturą oraz floą i fauną Lanzarote. Przez moment myślałem o zamieszkaniu tam, lecz jedynie w przypadku zostania przewodnikiem po kraterach.